Kategorie
Rozmowy

Roman Kostrzewski, Kat & Roman Kostrzewski: “Żyjemy w chaosie”

Roman Kostrzewski, Fot. Rafał Mrowicki

Lider zespołu Kat & Roman Kostrzewski od pewnego czasu zmaga się z nowotworem. Walki z rakiem nie ułatwiło ograniczenie koncertów – lockdown pociągnął za sobą kłopoty finansowe, ponieważ zespół nie łapał się na wsparcie państwowe. Z Romanem Kostrzewskim rozmawiałem pod koniec marca. Zespół wrócił już do koncertowania. We wrześniu ma ukazać się nowa solowa płyta Romana Kostrzewskiego pt. “Luft”.

Rafał Mrowicki: Jak się obecnie czujesz?
Roman Kostrzewski: Czuję, że mój stan zdrowia idzie w dobrym kierunku, choć moja rekonwalescencja jest niestandardowa. Gdybym poszedł do szpitala, pewnie nie miałbym już pęcherza, byłbym po chemioterapii. Głównym winowajcą jest tu sposób prowadzenia się. To lata palenia papierosów, zła dieta, mała ilość ruchu. Ktoś by powiedział, że przecież dużo ruszam się na koncertach, ale też dużo pracuję przy komputerze. Teraz staram się odnowić mój organizm przy wsparciu suplementów. W tych warunkach guz nie powinien się rozwijać. Niedawno badania wykazały zmniejszenie tkanki guza, który był już bardzo duży. Po roku tej kuracji obraz wskazuje na zmniejszenie. Gdy rozmawiamy, leżę i odpoczywam w łóżku. Miewam stany podgorączkowe. Nie są ciężkie, ale gdy trwają długo – teraz już drugi miesiąc – to są uciążliwe, ale łączy się to z wypadaniem guza.

Jest szansa na wyleczenie tego do końca?
Znane są przypadki wyleczenia. Pierwsza diagnoza nastąpiła 2 lata temu. Na razie przerzutów nie ma. Jestem blisko dokończenia solowej płyty. Czeka na mnie też płyta zespołowa. Instrumentalne pomysły są już zarysowane. Płyta zespołowa będzie musiała poczekać. Gdybym poddał się chemioterapii, to musiałbym myśleć o emeryturze i nie byłbym w stanie w pracować. Przy tym rodzaju guza, po chemioterapii, często zdarza się zgon. Moje schorzenie jest bardzo groźne. To nowotwór pęcherza.

Zeszły rok, w którym praktycznie nie można było grać koncertów, pomógł ci w leczeniu?
I tak i nie. Wiosną musieliśmy zawiesić działalność, ale jesienią byłem w stanie występować. Sytuacja artystów nie jest tak dobra, jak wielu może się wydawać, szczególnie gdy zarekomendowano pomoc rządową dla firm trudniących się organizacją koncertów. Nazwano to pomocą artystom, ale to była pomoc dla firm, które trudnią się organizacją koncertów, takim kluby, czy firmy eventowe. Nie dziwię się społecznemu oburzeniu, ale artyści nie dostali tych pieniędzy – one nie były skierowane do nich. Artyści mieli prawo do kilkumiesięcznego wspomożenia kwotą minimalnych zarobków. Przez prawa autorskie, przekraczam tę kwotę i nie mogłem uzyskać wsparcia, choć z powodu obostrzeń miałem duże straty. Jako firma utraciłem 70 proc. przychodów. Natomiast jako muzyk, który koncertował i otrzymywał pieniądze za granie muzyki na żywo, utraciłem prawie 100 proc. zarobków. Nasza firma powstała niedawno, sprzedaje na razie dwie płyty i trochę odzieży z logo zespołu. W warunkach koncertowych ta działalność jest bardzo opłacalna, a w warunkach internetowych ledwo starczy na koszty bieżące. Artysta, taki jak ja, który przez lata koncertował, ma długi. Jest szansa na koncerty latem, więc możliwe, że nasze budżety zostaną podreperowane. Mam nadzieję, że służby lekarskie oraz służby zajmujące się życiem społecznym polepszą swoje działania. Żyjemy w chaosie, a prognozy nie są optymistyczne.

Jako zespół nie korzystaliście z żadnego wsparcia?
Nie mogłem. Gdybym wykazał, że w bilansie rocznym mój miesięczny zarobek nie przekracza 2300 zł, mógłbym liczyć na wsparcie do tej kwoty wyrównawczej. Trochę to przekraczam, ale w moim przypadku ok. 1500 zł miesięcznie idzie na suplementy diety.

Czyli w waszym przypadku głównie sprzedaż merchu i nowa płyta koncertowa były źródłem dochodu.
Artyści żyją przede wszystkim z koncertów. Muzycy, którzy nie są autorami tekstów i muzyki, nie mają tantiem, mogli zarabiać na życie tylko grając koncerty. Nie wypada się skarżyć przy tak negatywnych emocjach wobec artystów ze strony społeczeństwa. Trzeba zachowywać radość życia. Gdy tylko mogę wykonywać swój zawód, sprawia mi to radość. Życie nie wydaje mi się mroczne, choć te utrudnienia czynią świat szarym. Gdy tylko mogę, poświęcam każdą chwilę muzyce i mam nadzieję, że spodoba się ona publiczności. Życzę wszystkim zdrowia, a fanom muzyki metalowej jak najwięcej koncertów. Artyści z utęsknieniem wyjdą na scenę i mocno tupną.

Jak na zespół wpłynęły pierwsze miesiące lockdownu?
Dla nas te pierwsze tygodnie były ciosem. Bardzo kochamy nasz zawód, kochamy występować. No i jak wspominałem, była też utrata zarobków. Uważam, że system wprowadzania obostrzeń nie działał prawidłowo. Są kraje, które mają mniej obostrzeń, a skupiały się na wzmocnieniu odporności człowieka. Trzeba pamiętać, że chorujemy łatwiej, gdy nasze organizmy są przemęczone. Nie zwraca się na to tak uwagi tak, jak na noszenie masek czy restrykcje.

Jak było jesienią, gdy udało wam się zagrać kilka koncertów?
Zagraliśmy 3 koncerty w warunkach obostrzonych, z mniejszą ilością publiczności. Późniejsze restrykcje uniemożliwiły nam granie. Jednego wieczora zagraliśmy w Jaworznie dwa koncerty w jeden wieczór, łącznie dla 120 osób. Zazwyczaj graliśmy tam dla 400 osób. To bardzo trudne warunki grania. Finansowo się to nie opłacało. Mieliśmy nadzieję, że będzie dobrze, niestety wróciliśmy do głębokich obostrzeń i koncertów nie było. Mamy nadzieję, że w wakacje będą mniejsze obostrzenia i że będzie można grać koncerty na świeżym powietrzu.

Widzisz nadzieję w szczepieniach?
Nie przyjmę szczepionki ze względu na swoją chorobę i leczenie. Radziłbym szczepić się tym osobom, dla których covid może powodować utratę życia. Zdecydowana większość populacji wykazuje zdolność do obrony przed wirusem, poza wyjątkami zdrowe organizmy radzą sobie z tego typu zagrożeniem. Zgoda, że statystyk covidowych nie można bagatelizować, śmiertelność  jest znaczna, ale co roku na raka umiera sto-kilkadziesiąt tysięcy osób. Podejrzewa się, że w wyniku covid-19 umarło ok. 40 tys. w ciągu roku. Jednym słowem złe podejście do problemu uśmierciło sporo osób dotkniętych innymi chorobami. Niepokojąco zniknęła grypa(?) więc coś z poprawnością określania zagrożenia zdrowotnego społeczeństwa szwankuje.

Tak, jednak rak nie jest zakaźny. Nowotworami się nawzajem nie pozarażamy.
To prawda. Wszystkie choroby zakaźne łatwiej się przechodzi, jeżeli kondycja organizmu jest dobra. Jeżeli jesteśmy prawidłowo wypoczęci, ale też odżywieni. Nie czekam na to, co da mi rząd i służba zdrowia, staram się poprawić ogólny stan zdrowia.

Jak to wpływało na twoje podejście do tworzenia muzyki? Z jednej strony twoja walka z nowotworem, z drugiej strony epidemia, izolacja, brak koncertów.
Zdrowie nie pozwala mi na codzienną pracę. Moje możliwości twórcze są więc bardzo mocno ograniczone. Ufam, że ten stan podgorączkowy, a więc wypadanie guza, się zakończy. Będę mógł dokończyć swoją płytę i może uda mi się zakończyć pracę nad albumem zespołowym.

Czy to wpłynie jakoś na twoje teksty?
Zawsze tak jest. To moje pisanie bywa przewidujące. Na okładce ostatniej płyty Kata mamy “Popióra” z zakrytymi ustami, a rok po jej wydaniu ludzie zaczęli nosić maski. Wybrzmiewają teksty, które psioczą na stan kadry politycznej i establishmentu. Staram się zwracać uwagę na wątki z życia swojego i innych ludzi. Próbuję znaleźć tam istotne do opowiedzenia fragmenty i zrobić to w sposób atrakcyjny.

W odpowiedzi na “Roman Kostrzewski, Kat & Roman Kostrzewski: “Żyjemy w chaosie””

Świetna rozmowa. Współczuje z całego serca Romanowi tego co go spotkało. Z nowotworem w mojej rodzinie znamy się dosyć dobrze (babcia, mama, teściowa, bratowa…). Ale jestem dobrej myśli, ze będziemy się widzieli i słyszeli na wielu koncertach przez następne lata. Nie ma Kata bez Romana

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *