Kategorie
Rozmowy

Wojciech Hoffmann, Turbo: “Natychmiast psychicznie się przestawiłem”

Pech jest niestety wpisany w historię klasyków polskiego heavy metalu z Turbo. Trudno myśleć inaczej, gdy ekipa będąca w wyśmienitej koncertowej formie musi przerwać jubileuszową trasę z okazji czterdziestolecia po zaledwie kilku koncertach. Muzycy Turbo jednak nie próżnowali. Lider i gitarzysta zespołu Wojciech Hoffmann zmaterializował jedną ze swoich zapowiedzi i powołał zespół Hellium, w którym gra materiał z deathmetalowych płyt Turbo i dołączył do tribute bandu Motorhead o nazwie Orgasmatron.

Rafał Mrowicki: 5 dni przed ogłoszeniem lockdownu widzieliśmy się na waszym koncercie jubileuszowym w Gdańsku. Nie spodziewałem się, że będzie ostatni normalny koncert na bardzo długi czas. Udało ci się zagrać potem jakieś koncerty w zeszłym roku?
Wojciech Hoffmann: Grałem dwa koncerty w super trio z Markiem Radulim, Jerzym Styczyńskim i Witkiem Łukaszewskim. Grałem dwa albo trzy koncerty w ramach Klenczon Project. We wrześniu graliśmy w trio akustycznie z Boguszem i Tomkiem Struszczykiem w Środzie Wielkopolskiej.

Jak po wprowadzeniu lockdownu wyobrażałeś sobie muzykowanie i działanie zespołu?
Wszystkie koncerty trzeba było odwołać. Były przymiarki, że może część uda się zagrać. Niestety to się nie udało. Nie miałem większego problemu z tym, że koncertów nie było. Jestem przyzwyczajony do małej liczby koncertów, choć w ostatnich latach graliśmy ich sporo, bo 50-70 rocznie, co na taki zespół jak my, w naszym kraju, jest bardzo dobrym wynikiem. Pamiętam jednak lata 2000-2010. W tamtych latach graliśmy naprawdę mało kocnertów, może 7-10 rocznie. Natychmiast psychicznie przestawiłem się na “tamte czasy”. Większy problem był z finansami, bo przestaliśmy zarabiać. W zasadzie nie było pomocy. Z Boguszem staraliśmy się o wsparcie z naszego wspaniałego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Dostaliśmy jakieś pieniądze. Nie były duże. Załatwiania było 10 razy więcej. Nie jest to dla mnie szczęśliwe, że w nagraniach musiałem umieszczać logo ministerstwa, ale co zrobić. Trochę nam to pomogło. Dostaliśmy też wsparcie ze STOART-u. Jakoś sobie radzimy. Mam żonę, która pracuje. Tomek też pracuje, jest informatykiem. W najgorszej sytuacji są Bobiś oraz Przemek, który ma gospodarstwo agroturystyczne, które też było zamknięte. Wytrzymywałem długo psychicznie. Latem albo we wrześniu mogłem przejść koronawirusa. Przez miesiąc gdy wstawałem z łóżka byłem bardzo obolały. Miesiąc nie dotykałem instrumentów, co jest dla mnie niewyobrażalne! Patrzyłem na gitary i nic mi się nie chciało. Czułem w domu zapach kwiatów, ale nic takiego nie było.

Ale problemów z węchem nie miałeś, był tylko nadmiernie wyostrzony?
Tak. Czułem jakbym miał 40 stopni gorączki, a jej nie miałem. Moja siostra, która jest pielęgniarką, chorowała z całą rodziną. Niektórzy znajomi też. Jednak trochę stykamy się z ludźmi i możliwości zarażenia się, nawet pomimo rygoru, są duże. Pod koniec roku psychika zaczęła mi trochę siadać. Zacząłem się poddawać. Gdy minął pierwszy dzień nowego roku wziąłem się za instrument i dużo gram. Czekam na rozwój sytuacji. Mam nadzieję, że latem będzie można grać, choć nie będzie to takie łatwe. Wszyscy będą chcieli grać, a nie wiadomo ile klubów się utrzyma. Tomek Struszczyk miał koronawirusa. Dowiedziałem się o tym przed koncertem w ramach finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Oglądałem ten koncert online. Z jednej strony można było być zachwyconym waszą grą, ale z drugiej strony było widać, że Tomek się trochę męczy.
A widzisz. Po koncercie pochwaliłem go, że świetnie zaśpiewał (śmiech). Potem oglądałem sobie ten koncert w domu na większym ekranie. Brzmiało to zupełnie inaczej niż na scenie. Siedząc przed telewizorem słyszałem, że było mało gitary Przemka, że bębny trochę się zlewały. Może dlatego miałeś takie wrażenie. Ja miałem zupełnie odwrotne. Szczególnie, że prawie rok razem nie graliśmy, a Tomek nie grał z nami żadnej próby, a przyjechał do nas godzinę przed koncertem. Pierwsza próba była taka sobie. Było czuć, że nie graliśmy razem przez prawie rok, choć ten materiał mamy dobrze opanowany. Po małej przerwie zagraliśmy drugą próbę i już było lepiej. Byliśmy bardzo zadowoleni. Uważam, że to był dobry koncert.

Mówisz, że od początku epidemii przez prawie rok nie graliście prób.
Nie graliśmy, bo straciliśmy salę. Ktoś nas bardzo brzydko wykolegował. Chcieliśmy szukać nowego miejsca, ale wynajmowanie sali wiąże się z kosztami. Gdy zespół nie gra, to nie ma to sensu. Po każdym koncercie odkładaliśmy część pieniędzy na działalność zespołu, a gdy nie ma koncertów, to wydawalibyśmy pieniądze, których nie zarabiamy.

Chyba nie tak wyobrażałeś sobie 40-lecie swojego zespołu. Z jednej strony odwołanie jubileuszowych koncertów, z drugiej strony konieczność opuszczenia sali prób.
Od razu przypomniało mi to stan wojenny (śmiech), gdy go wprowadzono też nie mogliśmy grać prób ani koncertów. To przeżycie z młodości, które mnie jakoś zahartowało. Mam nadzieję, że to nie będzie się już powtarzać, bo nie oszukujmy się, nie jesteśmy najmłodsi, jesteśmy w wieku “poborowym” i w każdej chwil można przejść na drugą stronę. Wielu naszych kolegów odeszło przez ten rok?

Również ktoś z kolegów po fachu?
Gitarzysta Jacek Polak, czy Andrzej Bienasz, który grał z Maleńczukiem. Oprócz tego również wielu znajomych prywatnych. Niektóre wiadomości były szokujące, jak choćby wiadomość o śmierci Chica Corei, ale on miał raka. Wprawdzie miał 79 lat, ale można w tym wieku dalej żyć. Liczy się usposobienie psychiczne.

Jak oceniasz podejście rządzących do kultury w czasie pandemii? W momencie gdy rozmawiamy mogą otworzyć się kina, jednak dostały tak mało czasu, że nie zdążyły przygotować repertuarów.
To co się dzieje to jedna wielka parodia. Przeżyłem w tym kraju wiele rządów i „nierządów”. Ten uważam za wielką pomyłkę, nie jako rozczarowanie, ale po prostu dramat. Rządy Platformy Obywatelskiej też nam dopiekły. Mało kto zdaje sobie sprawę z wprowadzeni a VAT-u na koncerty. Za PO trzeba było podnosić stawki. Popełniali wiele błędów jak każda władza, natomiast tamta opcja miała w sobie więcej kultury. Słynne osiem gwiazdek podsumowuje to, co dzieje się w tej chwili. Z Boguszem składaliśmy projekty, na które nic nie dostaliśmy. Dostali ci, którzy są z władzą i mają te pieniądze, jak Justyna Steczkowska czy Jurek Grunwald, który jest bardzo po stronie PiS. Nie mam do nich o to pretensji, każdy ma wolność wyboru. Ważne jest by się nie kłócić o to, kto lubi jaką władzę. Każdemu należy się szacunek. Nie dostałem tego i się ucieszyłem. Nie muszę wstawiać logo ministerstwa. Ono i tak nie pisze, że to są nasze państwowe pieniądze. Nie podoba mi się to co robi.

Razem z Boguszem przygotowaliście wideo lekcje gry na instrumentach, ale nie myśleliście by wystąpić o wsparcie dla zespołu? Duże pieniądze dostało wiele zespołów, które na brak pieniędzy raczej nigdy nie narzekały.
My nie jesteśmy i nigdy nie byliśmy firmą. Nie wykluczone, że to będzie niebawem konieczne, bo nie każdy chce akceptować umowy o dzieło czy zlecenie. Niewykluczone, że dostalibyśmy wsparcie, gdybyśmy mieli firmę, choć i tak nie jest to takie oczywiste, bo jednak „Dorosłe Dzieci mają żal”. Musielibyśmy też płacić ZUS. Ja go nigdy nie płaciłem i nie będę miał ani renty ani emerytury. Bogusz pracował, to płacił.

Wiek emerytalny już osiągnąłeś, a grasz nadal.
Nie mam zamiaru kończyć, bo czuję się dobrze, a muzyka to dla mnie najważniejsza rzecz na świecie. Jeśli będę zdrów do końca moich dni, to pewnie umrę na scenie. Na pewno będę grać, dopóki będę mógł.

W swoich wideo-lekcjach, były nie tylko porady jak grać poszczególne skale czy gamy, ale zaczynasz te filmy od opowiadania historii. Ze swojego życia, ale też z historii muzyki rockowej, co ma dla odbiorcy dodatkowy walor.
Na początku w ogóle chciałem by były to tylko lekcje z krótkimi historiami. Po dwóch lekcjach zadałem na Facebooku pytanie: co ludzie chcieliby usłyszeć. Wiele osób chciało bym pokazał jak grać konkretne piosenki. Stwierdziłem, że pełno jest różnych lekcji mistrzów, do których ja nie jestem w stanie dorosnąć, jak choćby Marek Raduli. Ja mogę tylko pokazać pewne historie oraz nauczyć tego, czego nie będą mogli przekazać wszyscy. Nie robię tego w formie uczelnianej, ale przekazuję swoje doświadczenie, mogę uczyć ludzi malować te dźwięki. Wydobywanie dźwięków to plastyka. Moja droga do zawodu muzyka trwała od 7. roku życia. Uważałem, że mam tyle do powiedzenia z lat 60. czy 70., że warto poopowiadać historie, które były śmieszne czy fajne. Niemal wszystkie oceny tych moich nagrać były pozytywne. Napisał raz do mnie Hubert Więcek – gigant polskiego metalu, były basista Decapitated. Napisał mi, że jak obejrzał parę tych lekcji, to leżał! Strasznie mi było miło, podziękowałem mu. Napisał mi też, że dzięki mnie odkrył taki zespół jak Porcupine Tree. Od razu mu odpisałem: „No Hubert, przecież to jest wielki zespół!” Poleciłem mu solowe płyty Wilsona, ale nie tę najnowszą, która nie będzie moją ulubioną.

Mi akurat się bardzo podoba, choć jest bardzo mało gitarowa.
Ja jestem rozczarowany, ale moja małżonka Ilona jest bezkrytyczna wobec Wilsona, już prawie osiągnęliśmy w tej sprawie stan wojenny. To muzyka blisko Blackfielda. Tłumaczę żonie, że jeżeli on wszedł w nowoczesność, to brzmi i tak za staro by kupić młodych ludzi. To, czego słuchają młodzi w tym gatunku jest zupełnie inne niż to, co nagrał. Natomiast jest tam pięć piosenek blackfieldowych i one mi się podobają. Brak mi tej progresji, którą grał wcześniej, tych romantycznych dźwięków.

Co do Huberta, to znałem go z gry na gitarze basowej. Graliśmy kiedyś wspólny koncert z okazji 30-lecia Acid Drinkers i Hubert zagrał na gitarze. Przyszedłem do niego i zapytałem czy udziela lekcji, bo chętnie wziąłbym parę. To co pokazał, to mnie powaliło! Kiedyś usłyszałem Wojtka Cugowskiego, bo miałem przyjemność grać z nim jakiś memoriał i aż mi kopara opadła! Gra na gitarze przecudnie.

Jak ten rok 2020 wpłynął na ciebie twórczo?
Niestety nie wpłynął dobrze. Ilona ciągle mnie ochrzaniła, że nic nie robię. Również syn. Mówił „Ojciec, siadaj na dupie, bierz gitarę i natchnienie przyjdę”. Nagrałem jedną piosenkę dla Hani Banaszak, to będzie bardzo piękna piosenka („Patrzę na ciebie mamo” – rm). Niektórzy się zdziwią, że taki rzeźnicki facet może zrobić taką piosenkę i jeszcze takiej artystce. Hania Banaszak mieszka o, tutaj (Wojtek pokazuje palcem na ścianę za swoimi plecami – rm), za tą ścianą. Jesteśmy sąsiadami. Przyszła kiedyś do mnie i zapytała czy może bym coś dla niej zrobił. Napisałem też parę piosenek do The Klenczon Experience.

Teksty też?
Bez tekstów. Myślę, że gdybym do nich usiadł, to byłbym w stanie. W swojej działalności reklamowej w latach 90. pisałem też teksty. Wolę skupić się na muzyce, a teksty zostawię zawodowcom. Mam też część materiału na płytę solową. Muszę to uporządkować i wreszcie ją skończyć, nie wspominając o płycie Turbo.

A jak ona się ma?
Ona od ponad dwóch lat jest w moim komputerze. To drugi materiał. Miałem przygotowany materiał na płytę, ale stwierdziłem, że był zbyt miękki i trzeba bardziej dołożyć do pieca. Po dwóch latach, jak słucham nowego materiału to wciąż włosy dęba mi stają, co jest nieprawdopodobne. Zaczynam się jednak zastanawiać czy nie przywaliłem troszeczkę za mocno. Nie wiem czy Tomek mógłby to śpiewać, widziałbym tu może Mille Petrozę z Kreatora czy Rastę z Decapitated. To jest turbowy materiał, ale jest bardzo ostry. Myślę, że do końca lutego przemyślę tę historię. Jeżeli stwierdzę, że to za mocne, to będzie on dla mojego nowego zespołu. Na pewno nie chciałbym nagrać takiej płyty jak „Piąty Żywioł”.

A dlaczego?
On jest trochę płytą układową. Była wtedy dyskusja, dużo marudzenia. Mój przyjaciel, który gra ze mną prawie od początku, Bogusz nie lubi bardzo ostrej muzyki, on chciałby, żebyśmy grali jak na „Smaku Ciszy”, a ja tak nie chcę. Uważam, że gdybyśmy po tylu latach grali jak wtedy, to oznaczałoby, że nie mamy obecnie nic do powiedzenia. Musimy wejść na poziom wyżej. Dragon wydał niedawno bardzo dobrą płytę. Tam nie ma zmiłuj! To są ludzie, którzy grali z nami lata temu koncerty, to nie są młode chłopaki. Bardzo dobrą płytę zrobiło Ceti! Grzegorz robi teraz nowy materiał i też chce dowalić, ma nowego bardzo dobrego perkusistę. Do tego Tomek jest świetnym basistą. Grzegorz jest genialnym wokalistą, w tym składzie może tak dowalić, że wszyscy się zdziwią. A ja nie chcę, żebyśmy zmiękczyli nasze granie. Chcę pokazać, że zespół Turbo, pomimo że jesteśmy starymi dziadami, ma formę i potrafi jeszcze zadziwić ludzi.

Jeżdżę na wiele koncertów, bardziej niż moi muzycy. Z Grzegorzem graliśmy na koncercie z okazji 50. urodzin Litzy. Cały ten koncert obejrzałem. Wyszliśmy zagrać „Smak Ciszy”, „Słowa pełne słów” i „Już nie z tobą”. Było fajnie, wróciły sentymenty, ludzie ładnie nas przyjęli. Oglądałem wtedy wszystkie formacje, w których grał Robert, a on – poza Arką Noego – grał w samych rzeźnickich projektach. Podczas występów wszystkich składów pod sceną był amok. Ludzie potrzebują takiego przywalenia, przynajmniej ci, którzy przychodzą na koncerty rockowe. Od grania sialalalek i przebojów są Lady Pank, Oddział Zamknięty, Bajm. Znakomite kapele, które uwielbiam! Kocham tę muzykę, bo wyrosłem na Czerwonych Gitarach i Beatlesach, ale jestem ortodoksem jeżeli chodzi o mocne granie. Pytam swoich chłopaków czy mamy grać dla starych fanów, czy chcemy pozyskać nowych, młodych ludzi pod sceną? Ja jestem za tym, by starać się o młodych. Starzy fani przychodzą na nasze koncerty jednostkowo. Gramy ostro, szybko, a ludzie w naszym wieku już niekoniecznie chcą słuchać takiego grania na żywo, nawet pomimo sentymentu. Na TSA zawsze było odwrotnie. Połowa ludzi to byli fani z tamtych lat, ale TSA grało wolniej, jak AC/DC. Nasi trochę odpłynęli. Mieliśmy pokrętną historię. My musimy się starać o młodych ludzi, którzy nie chcą sialalalek. Myślę, że młodzi chcieliby, żebyśmy grali ostro i to nie byłby z naszej strony koniunkturalizm, bo ta muzyka we mnie siedzi.

Czy jest szansa, że płyta Turbo, album solowy lub materiał Klenczon Experience ukażą się w tym roku?
Bardzo bym chciał, choć zależy to m.in. od pieniędzy, nie będzie to łatwe.

Tworzysz nowy zespół. To projekt, w którym będziesz grać materiał z płyt Turbo „One Way” i „Dead End”, który zapowiadałeś od paru lat?
Tak. Mieliśmy już parę prób z różnymi bębniarzami, ale nie sprostali. Tworząc nową formację, muszę mieć za bębnami killera. Gadałem z Michałem Łysejką zaraz po jego odejściu z Decapitated, ale on chciał grać od razu nowe rzeczy. Dla mnie to ma być jednak projekt poboczny. Chcę zobaczyć co będzie z grania materiału z tych dwóch płyt, czy nie będzie to niewypałem.

Czyli z jednej strony materiał z tych dwóch płyt, ale też tworzenie nowej muzyki?
Tak. Pracujemy nad nowymi utworami. Jeżeli w Turbo nie będziemy grać tego ostrego materiału na nową płytę, to będziemy mogli grać go w nowym projekcie. Chciałbym grać jednak muzykę z tych dwóch płyt. Na próbach brzmi to rewelacyjnie, obniżyliśmy strój do D. Jeżeli znajdziemy perkusistę i wokalistę, to zaczniemy pracować bardzo intensywnie. Na basie gra Przemek z Turbo, nasz gitarzysta. Na gitarze gra Marcin Białożyk, który nagrywał ze mną „One Way”.

Chcę zapytać cię też o inne przedsięwzięcia internetowe. Wziąłeś udział w akcji hot16challenge. Twoje nagranie było stylizowane na rozmowę telefoniczną, w której skarżysz się na rządzących. Refren zaczynał się od zdania „Dostali pierdolca, wzięli milion dolca”. Sam pisałeś tekst?
(śmiech) Tak. To była zabawna sprawa. Nominowała mnie żona Jurka Styczyńskiego. Nie wiedziałem jak to zrobić. Ilona była przerażona. Napisałem tekst w 15 minut. Podałem Ilonie i powiedziała „wow!”. Nagrałem muzyczkę i przygotowałem wokal. Gadam tu przez telefon, nagrywając go w komputerze ustawiłem opcję brzmienia telefonicznego. Jestem z tego zadowolony.

Wziąłeś też udział w pierwszym nagraniu projektu Polish Metal Alliance Maćka Koczorowskiego z Chainsaw. Zagrałeś w maidenowym „Trooperze”, a grali z tobą tacy gitarzyści jak Marek Pająk, Arek Kaczmarek i Jarek Chilkiewicz.
Świetni muzycy, bardzo fajne przedsięwzięcie. Dostałem kolejną propozycję od Maxxa do występu w tym projekcie.

Mówisz, że być może przeszedłeś koronawirusa, mówisz, że Tomek go przeszedł, że przeszli go twoi bliscy. Jestem ciekaw jak oceniasz hasła negujące istnienie epidemii ze strony twoich znajomych muzyków.
Powiem szczerze, że byłem jednym z pierwszych, którzy mówili, że to ściema. Nie wierzyłem w to. Wydawało mi się to oszustwem do momentu kiedy moja siostra przyszła ze szpitala i powiedziała „Wojtek, to nie jest ściema To rzeczywiście istnieje. Ja to mam na co dzień, w szpitalu”. Siostra pracuje na kardiologii, parę razy mi życie uratowała. Zmieniłem podejście do tego. Jak Jacek Polak zmarł, to się przestraszyłem. Staram się utrzymywać reżim sanitarny, choć do końca nie jest to możliwe. Noszę maseczkę, nic mi się nie dzieje i nie mam z tym problemu. Kiedyś wstawiłem na Facebooka zdjęcie w maseczce i dostałem takie baty od ludzi, że od razu wywaliłem ich ze znajomych. Myślę, że to zaszło tak daleko, że jest to widoczne. Biję się w piersi, że nie dostrzegłem tego od razu. Może nie chciałem tego dostrzec, trudno mi teraz powiedzieć. Do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć. Trzeba to przejść, przeczekać i się zaszczepić. Ja się zaszczepię. Zgłosiłem się w Internecie, że jestem chętny. Co ma być to będzie.

Mówiłeś o planach na nowy projekt, do tego nowa muzyka dla Turbo, materiał solowy i piosenki Klenczon Experience. Czy po zeszłym roku robisz jeszcze jakieś długoterminowe plany?
Nauczyłem się żyć z dnia na dzień. Gdybym miał dziś 40 lat, to może robiłbym plany. Mając 66 lat nie mam co robić planów. Nawet jeżeli uda mi się dożyć 80-tki albo dłużej, to byłoby to fantastyczne, ale nie ma sensu planować dalekosiężnie czegoś co może się nie zdarzyć. Bardzo chciałbym pojechać w świat. Z solowym projektem lub z Turbo. Nergal osiągnął to co ma, tylko dlatego, że jest jaki jest. Tu trzeba być trochę takim skurwielem. Jeżeli nie udało mi się na świecie z Turbo, to chciałbym spróbować chociaż solo. Nagrałem dwie świetne płyty solowe. Niedawno posłuchałem nową płytę Petrucciego i po dwóch kawałkach wyłączyłem, nie dałem rady tego słuchać. Mój idol gra tam same wprawki. Wszystko jest tam genialne, świetne brzmienie, na bębnach mój ukochany Portnoy, ale tam jest mało muzyki. To głównie odgrywanie wprawek gitarowych. Podobnie ostatnia płyta Satrianiego. Nie można jej nic zarzucić, ale podszedłem do niej sceptycznie. Oczywiście nie chcę mówić, że jestem większy czy lepszy od tych gitarzystów. Mam jednak dwie płyty, które mógłbym umieścić obok płyt Satrianiego czy Vaia. Podchodzę do nagrywania płyt z muzyką instrumentalną nie jak do wprawek, a jak do robienia piosenek. Gitara powinna też śpiewać, powinno być dużo melodii. Muzyka instrumentalna jest trudna w odbiorze, bo nie ma słów. Trzeba zainteresować słuchacza piosenkowością. Nadawałbym się na trasy takie jak G3. Mam też świetnych muzyków, którzy grają ze mną solowe koncerty. Gdybym pojechał na taką jedną trasę, to dałoby mi to wewnętrzną satysfakcję i spełnienie marzeń. Bardzo lubię grać w Polsce, ale chciałbym pojechać też w świat. My nie różnimy się wiele od ludzi z tamtej strony. Urodziliśmy się tylko w innym kraju, u nich jest inne podejście do muzyki. To plany, które można nazwać marzeniem ściętej głowy, ale niech każdy ma marzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *