Kategorie
Rozmowy

Marcin Szczepański, The Black Thunder: “Pandemia obnażyła w ludziach wiele negatywnych rzeczy”

Frontman bytowskiego zespołu The Black Thunder zna trudy pandemii i lockdownu nie tylko z perspektywy muzyka, ale również wykładowcy akademickiego. Marcin Szczepański, wokalista i basista kaszubskiej ekipy, jest wykładowcą na Politechnice Gdańskiej. Kilka dni przed pierwszym lockdownem bytowianie zdążyli jeszcze zagrać koncert z nowym materiałem, który ukazał się na płycie “Into The Darkness We All Fall” na początku lata 2021.

Frontman bytowskiego zespołu The Black Thunder zna trudy pandemii i lockdownu nie tylko z perspektywy muzyka, ale również wykładowcy akademickiego. Marcin Szczepański, wokalista i basista kaszubskiej ekipy, jest wykładowcą na Politechnice Gdańskiej. Kilka dni przed pierwszym lockdownem bytowianie zdążyli jeszcze zagrać koncert z nowym materiałem, który ukazał się na płycie “Into The Darkness We All Fall” na początku lata 2021. Z Marcinem Szczepańskim rozmawiałem pod koniec maja.

Rafał Mrowicki: Jak wygląda funkcjonowanie zespołu od wybuchu epidemii? Dosłownie parę dni przed jej ogłoszeniem udało się wam zagrać koncert.
Marcin Szczepański: Udało nam się wtedy nawet nagrać klip. To był czas, gdy dość beztrosko podchodziliśmy do tych doniesień ze świata. Choć w naszej części Europy zaczęły pojawiać się pierwsze przypadki, to zakładaliśmy, że pewnie to do nas nie dotrze. Darek, nasz perkusista, na jednej ze swoich blach ma napis “Wuhan”. Grając tamtem koncert w gdańskim Drizzly Grizzly mieliśmy z tego lekki ubaw. Byliśmy jeszcze na takim poziomie świadomości, że myśleliśmy, że to do nas nie trafi. W “The Sun is Falling Down”, do którego zrobiliśmy ten klip, pojawia się na końcu zdanie “Infection of our time – infection of our mind”. Gdy Darek z Fractal Videos wysłał nam ten klip, tydzień po tym jak wszystko zamknięto, myślałem, że to było trochę prorocze. Oczywiście to wyolbrzymiam, jednak wtedy zrobiło to na mnie wrażenie. Zbiegło się sporo okoliczności, które dały nam do myślenia.

Zatrzymajmy się przy tym cytacie. Masz wrażenie, że infekcja naszych czasów zainfekowała nam umysły?
Oczywiście, że tak. Pandemia zbiera swoje żniwo nie tylko w osobach zarażonych. Ono jest szersze i będziemy je zbierać w najbliższych latach. Nie mówię tu o gospodarce. Pandemia obnażyła w ludziach wiele negatywnych rzeczy.

Masz na myśli jakieś konkretne zjawisko? Tendencje do szerzenia się mitów i dezinformacji, do tego sposób w jaki ludzie odnoszą się do siebie, do innych ludzi, którzy w przeciwieństwie do nich wierzą lub nie wierzą w te teorie spiskowe?
Tak. Jest podział na osoby, które wierzą i nie wierzą w teorie spiskowe. Jest ciągła negacja, przepychanie się. Językowo przeszliśmy do przemocy werbalnej. Jesteśmy rozdrażnieni, łatwiej jest się zdenerwować czy wyprowadzić kogoś z równowagi. To też pogłębia lub ułatwia wejście w depresję. Wielu z nas było w izolacji, siedziało w domach. Dla niektórych z nas przebywanie z “bliskimi” mogło to pogłębić, bo jak wiadomo rodziny w Polsce funkcjonują różnie.

Widzisz to zarówno w środowisku muzycznym jak i naukowym?
Mówiąc o branży miałem na myśli branżę budowlaną, projektowanie, kontakty z ludźmi, instytucjami i urzędami. Patrząc na uczelnię, sądzę, że też jest to widoczne. Mam kontakt ze studentami. Zdalne nauczanie stwarza wiele możliwości, ale gdy student przychodzi do mnie odebrać dyplom i mówi, że to jego pierwsze wyjście z domu na Politechnikę od roku oraz, że wychodzi z domu 3 razy w tygodniu i większość dnia spędza przed komputerem, to jak ma wyjść z tego coś pozytywnego? To było jakieś dwa miesiące temu i bardzo mnie uderzyło. Choć mamy już trochę “za sobą” tę epidemię, to niestety tak to wygląda. Zaangażowanie studentów spada. Są pokrzywdzeni. Myślę, że jeszcze bardziej uderza to w uczniów liceów czy podstawówek, co słyszę od znajomych, którzy uczą w takich szkołach.

Zdalna edukacja ma drugą stronę medalu. Brakuje relacji na linii nauczyciel-uczeń, ale przede wszystkim pomiędzy rówieśnikami.
Tego młodym brakuje najbardziej. Bez relacji ze mną czy innymi wykładowcami studenci jakoś by sobie poradzili. Natomiast bez relacji, które budują w gmachu uczelni czy poza nią spotykając się znajomymi, Wypadają z tego studenci pierwszego roku, którzy praktycznie nie znają gmachu Politechniki, osób ze swojej grupy, funkcjonowania uczelni. Można to już nazywać dysfunkcją.

Wyobrażasz sobie poprawę tej sytuacji w nadchodzącym roku akademickim?
Jeśli wróci system stacjonarny, to poprawa nastąpi. System zdalny stwarza nam jednak możliwości, z których wcześniej nie korzystaliśmy, chociażby w kwestii spotkań. Od lat funkcjonujemy w sferze social mediów, ale teraz korzystamy szerzej z tych narzędzi. Fascynujące jest dla mnie, że jeszcze rok temu, by spotkań się przez 5 minut z inwestorem, jechaliśmy 150 km żeby usiąść, wypić kawę i porozmawiać. Teraz jesteśmy w stanie zrobić to samo zdalnie. Wcześniej też mogliśmy, ale te możliwości uświadomiła nam pandemia. System zdalny z nami zostanie. Musimy świadomie wziąć z niego to, co najlepsze. Musimy stworzyć też warunki, by studenci mogli wrócić do normalności.

Ze studentami i inwestorami mogłeś rozmawiać przez aplikacje do spotkań zdalnych, ale z zespołem raczej nie graliście prób w ten sposób.
Pierwsze tygodnie od wprowadzenia epidemii były dla nas ciężkie. Nie spodziewaliśmy się tak poważnej sytuacji, musieliśmy nauczyć się żyć w tych realiach. Po paru tygodniach spotkaliśmy się na próbie. Bazowaliśmy na zaufaniu. Każdy z nas jest dorosły, wiemy z kim się spotykamy. Gdy ktoś miał kontakt z kimś, co do kogo miał podejrzenia, że był zarażony, odwoływaliśmy spotkania. Im dalej w las, tym stawało się to coraz bardziej normalne. Żyliśmy z świadomością, ze ten wirus jest obecny, trzeba go przechorować lub się zaszczepić.

Latem, gdy było poluzowanie obostrzeń, raczej nie udało się wam nic zagrać.
Nic. Musieliśmy odwołać nasz ThunderFest na zamku w Bytowie. W tym roku festiwal jest zaplanowany na 18 września, również dziedziniec zamku w Bytowie, zagramy nową płytę – zapraszam!

Jestem ciekaw jak oceniasz zmiany w obostrzeniach dla kultury. W maju pojawiło się rozporządzenie o koncertach plenerowych na 250 osób, co totalnie się nie opłaca. Nawet jeżeli w tym limicie chodzi tylko o osoby niezaszczepione.
Gdy na zamku mieliśmy sprzedanych 260 biletów, to był to dobry wynik. Zastanawiam się, czy jest sens inwestować w zespół z najwyższej polskiej metalowej półki, bo nie jestem pewien, czy samymi biletami będę w stanie to załatwić. Zaszczepionych osób jest coraz więcej, wśród moich znajomych jest ich naprawdę dużo. Być może niedługo te proporcje będą bliżej 1:1, ale to nadal loteria. Być może bileterie internetowe wprowadzą niedługa weryfikację zaszczepionych – nie mam pojęcia bo zmiany są bardzo dynamiczne. Przy wejściu na koncert możliwa jest taka weryfikacja. Festiwal na pewno się odbędzie. Zastanawiam się tylko nad składem, który oczywiście determinuje możliwość frekwencyjna. 

Nie obawiasz się, że zainteresowanie muzyką na żywo może spaść? Ludzie przez ostatni rok słuchali muzyki głównie z płyt czy Spotify. Wielu z nas już pewnie przyzwyczaiło się do tego, że nie chodzimy do restauracji, tylko zamawiamy posiłki albo, ze nie chodzimy do kina, tylko oglądamy Netflixa.
Dla mnie otwarta restauracja powoduje, że w niej jem, otwarte kino sprawi, że obejrzę w nim film, a koncert na żywo spowodowuje, że na nim będę. Mam duży głód koncertów. Przez ostatni rok obejrzałem ich wiele na youtube. Wiem, że nie jest to dla mnie zamiennik na tym samym poziomie. Nie mogę doczekać się koncertów. Myślę, że inni też tak mają.

Lockdown wpłynął na twoje tworzenie?
Gdy codzienne funkcjonowanie było ograniczone do siedzenia w domu, robienia zakupów, czy pojedynczych spotkań, to zaliczały się do nich spotkania z Jackiem, gitarzystą The Black Thunder. Zrobiliśmy 8 kompozycji. Chcemy to nagrać i przygotować do grania przed publicznością. Pandemia to trochę przyspieszyła, od dawna siedziało mi to w głowie. Obaj gramy na akustycznych gitarach, a ja śpiewam. To mroczny klimat. Staram się by wokale miały klimat, teksty są o podobnej tematyce co w The Black Thunder, czyli śmierć, nicość i smutek. Podoba mi się koncepcja wolnych, smutnych numerów z nihilistycznymi tekstami. Po krótkiej przerwie z The Black Thunder zaczęliśmy też już robić nowe rzeczy. Mamy zalążki nowych utworów. W Calm Hatchery jesteśmy zespołem dojeżdżającym. Gitarzyści i basista są ze Słupska, perkusista jest w Wejherowa, a ja jestem z Bytowa. Pół roku temu robiliśmy przedprodukcję czterech nowych numerów. Powstają kolejne. Płyta za jakiś czas pewnie będzie gotowa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *