Kategorie
Rozmowy

Piotr “Anioł” Wącisz, Corruption, Virgin Snatch: “Czuliśmy się olani jako branża”

Fot. Karol Makurat

Dla zespołu Corruption rok 2020 oznaczał przygotowania do trzydziestolecia oraz prace nad nowym albumem. Lider i basista zespołu Piotr “Anioł” Wącisz, który od kilku lat utrzymywał się z muzykowania i aktywności muzycznych, musiał się przebranżowić jak wielu z nas. Od naszej rozmowy, która odbyła się w styczniu, jego zespołom udało się już wrócić do koncertowania, a także wydać zapowiadane reedycje płyt Corruption.

Rafał Mrowicki: Na początku marca zeszłego roku pojawiły się pierwsze zakażenia, z czasem zaczął się lockdown i pozamykano różne branże, w tym kulturę. Przez kilka miesięcy w ogóle nie było koncertów. Jak ty i twoje zespoły radziliście sobie w pierwszych tygodniach?
Piotr “Anioł” Wącisz (Corrutpion, Virgin Snatch):
Początkowo nie wierzyłem, że będzie aż tak poważnie, że dojdzie do lockdownu i zamknięcia dosłownie wszystkiego. Mieliśmy w planach koncerty na marzec i kwiecień z Virgin Snatch. Miałem nadzieję, że to do tej pory minie i nawet sprzeczałem się z Zielonym, naszym wokalistą, który był przekonany, że się nie uda, a ja byłem optymista. Myślałem, że to potrwa parę tygodni, może miesiąc albo dwa. Przełożyliśmy te koncerty na wrzesień. Jak wiesz jestem też booking managerem warszawskiej zespołu o nazwie WIJ. Planowaliśmy 4 koncerty na maj z zespołem Gallileous. Też miałem nadzieję, że się nie odbędą, ale niestety musieliśmy przekładać to na listopad. Od 5 lat byłem w takim trybie pracy, że od wiosny do jesieni grałem trasy koncertowe z Corruption i Virgin Snatch, oprócz tego jeździłem jako techniczny Tomka Lipińskiego i przede wszystkim Krzyśka Jaryczewskiego i jego zespołu Jary Oddział Zamknięty. Utrzymywałem się z tego. Fajnie było w tygodniu nie pracować i robić to w weekendy. Przywykłem do tego. Ciężko było uwierzyć gdy to wszystko nagle runęło. Nie spodziewałem się, że to będzie trwało aż tak długo. Zacząłem szukać pracy i mam normalną pracę.

Gdzie teraz pracujesz?
W branży spożywczej. W firmie, która robi serki wegańskie z orzechów nerkowca, jestem magazynierem i zajmuję się sklepikiem internetowym.

Jak radzili sobie twoi koledzy z zespołów, w których grasz?
W zasadzie wszyscy pracowali wcześniej zawodowo. Muzyka była hobby dla każdego z nas, ale od mniej więcej 2015 roku mogłem utrzymywać się z muzyki i zajmować się nią zawodowo. To się udawało do czasu pandemii. Pozostali też sobie radzą lub radzili. Niektórzy z nich pracują w branży gastronomicznej i ich lokale zostały pozamykane. Część z nich teraz nie pracuje i siedzi w domu. Musiałem się przebranżowić. Chodzę do pracy od 8:00 do 16:00.

Korzystaliście z jakiejś pomocy? Na liście Funduszu Wsparcia Kultury również było widać artystów rockowych czy agencje koncertowe zajmujące się metalem. Niedawno Vader zagrał koncert online przy wsparciu z tego funduszu.
Ich streaming był zorganizowany przez Massive Music, czyli firmę, która się nimi zajmuje i która dostała wsparcie z tego funduszu. Ono dotyczyło firm, które zatrudniały co najmniej jedną osobę. Dzięki postojowemu przetrwałem do maja. Dostałem wsparcie z tytułu odwołanych koncertów Krzysztofa Jaryczewskiego. W czerwcu poszedłem do pracy.

Jak radziliście sobie w pracy zespołów? Przez pierwsze miesiące nie tylko nie można było grać koncertów, ale pewnie nawet prób.
Lockdown przyczynił się do tego, że zakończyliśmy pracę nad nowym materiałem Corruption.

Zgodzisz się z tezą, że lockdown wpłynął pozytywnie na tworzenie muzyki? Często słyszę takie opinie na temat muzycznego 2020 roku.
Na ten rok planowałem nagrania. Udało się nam, nagraliśmy go w lipcu w Białymstoku w studiu Dobra 12. Nagraliśmy bębny, bas i wszystkie gitary. 5 kawałków jest moich, a 5 kawałków jest autorstwa naszego nowego gitarzysty Bartka Sadury z CETI. Bardzo cieszę się, że w tak dużym stopniu przyczynił się do powstania nowej płyty Corruption.

Jak to się stało, że Bartek dołączył do was na stałe?
To był zupełny przypadek. Byłem na koncercie CETI w Krakowie. Przyglądałem się gitarzyście. Bartek bardzo mi się spodobał. Podobała mi się jego gra, zachowanie na scenie, solówki. Zapytałem czy nie zagrałby z nami w ramach zastępstwa. Zgodził się. Zapytałem też szefa jego zespołu, czyli Grzegorza Kupczyka, czy nie ma nic przeciwko temu by Bartek grał z nami.

Grzegorz miał coś przeciwko?
Nie miał nic przeciwko, ale nie sądził, że Bartek do nas dołączył (śmiech). Mieliśmy poważną rozmowę. Ustaliliśmy, że Bartek da radę grać w dwóch zespołach, że nie będzie konfliktu interesów, a ja obiecałem, że będziemy konsultować z sobą terminy tak, by żaden zespół nie był poszkodowany.

Jak dogadaliście muzycznie? Bartek przez większość życia grał muzykę klasycznie hardrockową czy heavymetalową.
Bartkowi bardzo spodobał się materiał Corruption. To inne granie, ma duży groove. Bartek kupił sobie nawet nowy wzmacniacz i sprzęt by móc z nami grać. Nie wtrącałem się w jego kompozycje. Nie wiedziałem co zrobi, ale bardzo się ucieszyłem, bo nie musiałem mu mówić, że coś mi się nie podoba. Rozumiał jak gra Corruption i nie robił tu stylistycznych wolt, jak pasaże gitarowe czy klasyczne heavymetalowe melodie. Będziesz zaskoczony (śmiech). Moje utwory są “mega-corruptionowe”. Jeżeli znasz dotychczasową twórczość Corruption to rozpoznasz, które numery są mojego autorstwa. Utwory Bartka są bardziej rozbudowane gitarowo, nieco inne, ale pasujące do całości. Niektórzy mogą być zaskoczeni.

Jak przebiegały nagrania w Białymstoku? Pewnie musieliście nagrywać osobno, nie przebywając razem w studiu.
Wtedy nie było takich obostrzeń jak teraz, nie trzeba było nosić maseczek. To był lipiec, więc zbliżały się wybory… Najpierw Łukasz Sarnacki nagrał bębny do 12 utworów (do 10 autorskich oraz do 2 coverów). Potem do Białegostoku pojechałem ja. Nagrałem swoje partie w ciągu jednego dnia. Później pojechał tam Bartek by nagrać gitary rytmiczne, później nagrywał solówki. Łukasz Wolkiewicz niestety bardzo długo nagrywa swoje wokale, wciąż to robi, a my powoli tracimy już cierpliwość (śmiech). Nie wiem czy covery trafią na tę płytę.

Czyli mogą trafić na EP, tak jak po wydaniu płyty “Spleen” wydaliście minialbum “Ruin Of A Man”?
Właśnie tak. Zawsze wolę nagrać trochę więcej, by czas oczekiwania na nowe wydawnictwo się nie dłużył.

Premiera płyty w tym roku?
Raczej jesienią. Obecna sytuacja nie napawa mnie optymizmem, wręcz przeciwnie.

Masz nadzieję na promowanie jej koncertami?
Wydawanie płyty bez koncertów nie ma dla mnie sensu. Z promocją płyty na koncertach wiąże się sprzedaż merchu, spotkania z ludźmi, rozmowy o płycie. Tego mi bardzo brakuje. Jestem zwierzęciem towarzyskim i to, że nie można się spotykać jest dla mnie straszne. Obawiam się, że gdy będzie już można, to pójdziemy w tango (śmiech).

Czym nowa płyta będzie się różnić od albumu “Spleen”?
Chciałbym by brzmiała mocniej i selektywniej. Studio Dobra 12 ma nową siedzibę i sprzęt, nagrywaliśmy zupełnie analogowo. Może znajdzie się wydawca, może zrobimy mastering płyty za granicą. Może uda się nam zebrać na to fundusze. W tym roku jest też 30-lecie Corrutpion, więc do momentu wydania nowej płyty będę miał co robić. Chciałbym może wydać reedycje wszystkich płyt, do których mam praca, czyli od pierwszej aż do “Bourbon River Bank”, którą można jeszcze dostać. Kontrakt na tę płytę z Mystic Production nadal nas obowiązuje, ale rozmawiałem z Mystikiem na temat wznowienia.

Późną wiosną 2020 pojawiły się możliwości do grania na żywo, choć w ograniczonych warunkach. Jak czuliście się mogąc zagrać przed publicznością po takiej przerwie i jakie były reakcje?
Wtedy nie wiedzieliśmy, że pandemia uderzy jesienią z jeszcze większą mocą i że będzie umierać tyle ludzi. Podchodziliśmy do tego spokojnie, bez napięcia, może trochę olewając. Nie można było grać koncertów, ale można było organizować wesela. Zorganizowaliśmy wesele Corruption w jednym z zaprzyjaźnionych klubów. Impreza była zamknięta, był limit osób, każdy miał imienne zaproszenie. Przyszło mniej osób niż się deklarowało. Ludzie byli w maseczkach.

We wrześniu udało nam się zagrać z Virgin Snatch. Myśleliśmy, że ta pandemia odpuści. Zagraliśmy m.in. w Skarżysku-Kamiennej, Krakowie i Warszawie. Oczywiście w warunkach sanitarnych, takich jak dezynfekcja i maseczki. Później wprowadzono jeszcze większe restrykcje i musieliśmy poodwoływać koncerty. Właściciele klubów nie wierzyli, że będzie aż tak tragicznie. W listopadzie mieliśmy grać parę koncertów z Virgin Snatch i jeszcze do połowy października byłem w kontakcie z klubami. Gdy rząd zwiększył ograniczenia i coraz więcej osób chorowało, musieliśmy to odwołać. Nie chcieliśmy ryzykować. Każdy z nas ma rodziców, niektórzy mają jeszcze dziadków, czy też dzieci. Jako Virgin Snatch byliśmy chyba jedynym metalowym zespołem, który zdążył zagrać we wrześniu. Ludzie się świetnie bawili. Widać było, że czekali na koncerty, że też są wyposzczeni, mają dosyć zamknięcia i potrzebują oddechu od czterech ścian. Było widać, że potrzebują kontaktu z muzyką na żywo. Nie wyobrażam sobie by koncerty miały nie wrócić i by miały się odbywać tylko przez Internet. Mieliśmy z Corruption propozycję zagrania takiego koncertu, ale nie jestem do tego przekonany. Nie będzie wtedy takiej energii, jak wtedy gdy w koncercie uczestniczą inni ludzie.

Jak oceniasz wprowadzanie obostrzeń dla kultury? Kluby przez krótki czas mogły działać, ale nie mogły robić koncertów na żywo, niektóre kluby robiły imprezy bez możliwości tańczenia do muzyki czy też półplenerowe koncerty akustyczne na tarasach, by móc dać ludziom muzykę na żywo.
Warszawski klub Voodoo robił koncerty. Klub Pogłos z Warszawy też zainstalował scenę w pobliżu klubu. Było to prowizoryczne, ale było. Byliśmy generalnie wkurzeni, że branża rozrywkowa jest traktowana najbardziej rygorystycznie. Mogły odbywać się wesela na 150 osób, na których ludzie piją alkohol, są zabawy, jest obcałowywanie i trudno utrzymać dystans. Z drugiej strony nie można było organizować koncertów, choć nie było danych o zakażeniach na koncertach. Nie spotkałem się z taką informacją nigdzie, a mam sporo znajomych, również wśród dziennikarzy. Było słychać o zakażeniach na weselach, czy w dużych zakładach pracy. Czuliśmy się olani jako branża. Na początku zeszłego roku pracowałem w teatrze. Jeszcze w lutym odbywały się spektakle. Potem przyszły obostrzenia i moi koledzy aktorzy musieli szukać innej pracy, bo nie mieliby się z czego utrzymać.

Ta sytuacja wpływała na twoją psychikę?
W pewnym momencie tak. Gdy człowiek siedzi w zamknięciu i nie może się realizować, to wpływa to źle na samopoczucie. Nie ukrywam, że jestem coraz bardziej pesymistycznie nastawiony i zdołowany. Nie można nic zaplanować. Cieszę się, że w tym roku jest 30-lecie Corruption, bo będę mógł zająć się wydaniem wznowień, zamiast martwić się, że nie można na żywo promować nowej płyty. Przeczekam tak czas niepewności. Nie spieszy nam się, więc nowy materiał Corruption będzie można dopracować. Na razie myślę o tym, jak uświetnić 30. urodziny Corruption. Może “Bachus Songs” uda się pierwszy raz wydać na płycie. Ten album był pięknie wydany na kasecie, w latach 90. to nie było częste, że kaseta jest tak dobrze wydana z rozkładaną książeczką w dobrej jakości. W rodzinnym domu znalazłem stare plakaty na kredowym papierze promujące tę kasetę. Może dodam je do reedycji.

Czyli Corrutpion przygotowuje nową płytę oraz wznowienia starych. A co w tym roku będzie robić Virgin Snatch?
Robimy nowy materiał. Komponuje go gitarzysta Paweł Pasek. Nasz nowy perkusista Daniel Rutkowski też przygotowuje swoje pomysły, do niedawna był zajęty nagraniami nowej płyty Hate.

Tekstowo znowu odniesiecie się do polityki? Tak jak w utworze “G.A.W.R.O.N.Y” na ostatniej płycie?
Myślę, że Zielony nie odpuści polityki oraz, że będzie więcej utworów po polsku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *