Kategorie
Rozmowy

Jarosław “Mister” Misterkiewicz, Trauma: “Spodziewałem się katastrofy”

Fot. Adam Sieklicki/archiwum Traumy


Premiera pierwszej od siedmiu lat płyty Traumy zbiegła się kilkudniowym odstępem z ogłoszeniem epidemii koronawirusa w Polsce. Latem 2020 po sporej przerwie zespołowi udało się zagrać spory koncert w Olsztynie z Vaderem. Choć lider i gitarzysta zespołu Jarosław “Mister” Misterkiewicz czarno widział premierę w takim momencie, to jednak album spotkał się z bardzo dobrym odbiorem. Po naszej rozmowie w lutym 2020 roku w Traumie doszło do zmiany wokalisty – Artura Chudewniaka zastąpił Łukasz Radecki oraz do wydania minialbumu “Acrimony” nagranego jeszcze z “Chudym”.

Rafał Mrowicki: Na początku zeszłego roku zapowiedzieliście premierę nowej płyty, nagranej jeszcze w 2018 roku “Ominous Black”, która odbyła sie w 6 marca 2020. Parę dni po premierze w Polsce wybuchła epidemia koronawirusa, która pokrzyżowała wam plany.

Jarosław “Mister” Misterkiewicz: Spodziewałem się kompletnej katastrofy. Mieliśmy zaplanowane koncerty, gotowe plakaty… Niestety musieliśmy to wszystko odwołać. Sytuacja nadal wygląda kiepsko. W tym samym nieszczęściu mieliśmy bardzo pozytywny odzew na naszą płytę na całym świecie. Te pierwsze miesiące po premierze były bardzo pracowite, udzielaliśmy sporo wywiadów. Nie będę narzekał, ludzie pisali do nas, interesowali się zespołem, zamawiali płyty, wspierali nas zamawiając merch. Nie było tak źle, jak bym się tego spodziewał. Poza koncertami, ale z tym nic nie można było zrobić. Później okazało się, że jeden z koncertów letnich był możliwy.

Kiedy wznowiliście próby?

W czerwcu. Mieliśmy grać w sierpniu w Olsztynie z Vaderem i Insidius. Była duża szansa, że uda się zagrać ten koncert. Mieliśmy nadzieję, że zagramy. Zebraliśmy się do kupy, bo nie widzieliśmy się przez parę miesięcy. W sierpniu zagraliśmy koncert i potem znowu klapa. Koncerty, które z wiosny przełożyłem na jesień również trzeba było odwołać. Nadal jest niepewna sytuacja.

Jak wyszedł ten koncert? Nie tylko dla was, ale i dla wielu widzów musiał to być pierwszy koncert na żywo od wielu miesięcy.

Ludzie chcieli przede wszystkim zobaczyć Vadera. Zjechała publiczność z różnych regionów Polski, widać było, że byli wygłodniali muzyki, spotkań face to face i wyładowania wysokiego poziomu frustracji jaki zrodziła w ostatnich miesiącach pandemia. Cieszę się, że to się udało, bo tydzień później już nie byłoby to możliwe. To był bardzo fajny koncert, dobre miejsce, świetna organizacja. Vader zagrał rasowo, wspaniała oprawa, Insidius również zaprezentował się dobrze i mam nadzieję, że Trauma też wypadła przyzwoicie. Ludzie cieszyli się, że mogą na żywo zobaczyć koncert metalowy i być świadkami tego misterium. Później znowu zaczął się przestój. Próby gramy co jakiś czas. Wszystko jest jednak nieprzewidywalne. Oczekujemy, że sytuacja będzie bardziej jasna. Podejrzewam, że podobnie to wygląda w innych zespołach.

Na ten rok mieliście jakieś plany?

Mamy zaplanowane koncerty. Jestem jednak realistą i nie wiem czy wszystkie uda się zagrać. Pandemia to nóż w plecy dla klubów, które nie mogą prowadzić działalności. Nie wiadomo czy wiele z nich przetrwa. Kluby, które latem nie miały plenerowej sceny, są w bardzo kiepskim położeniu finansowym. Dotyczy to również renomowanych sal i innych tego rodzaju przybytków.

Trauma nie jest dla was graniem zawodowym, każdy z was ma regularną pracę. Jak radziliście sobie finansowo?

Płyty sprzedawały się bardzo dobrze, musieliśmy dotłoczyć wszystkie formaty. Pierwsze wydanie splatterowanego winyla wyprzedało się przed premierą. Kilka miesięcy później trzeba było dotłaczać też czarne krążki oraz kompakty. Widać, że ludzie uważają, że płyta jest dobra, ale nie jestem obiektywny. Jeżeli chodzi o jakieś wsparcie, to nie korzystaliśmy z tego. Jesteśmy zespołem, który nie funkcjonuje zawodowo, nie żyjemy z grania. Każdy z nas ma różne zajęcia i jakoś próbujemy sobie radzić. Mamy wsparcie ze strony fanów, którzy kupują nasze płyty i merch z logo Trauma. To wsparcie, które bardzo szanuję. Mam szacunek do ludzi, którzy szukają, interesują się muzyką i tym, co jest z nią związane. Jest mnóstwo świetnych wykonawców dookoła. Sam jestem fanem muzyki, codziennie się dziwię jak słyszę coś nowego, jestem non-stop czymś pozytywnie zaskakiwany. Tym bardziej cieszę się, że płyta Traumy, gdy ukazuje się tyle dobrej muzyki, sprzedaje się naprawdę dobrze. To niezwykle miłe i bardzo jestem wdzięczny za to wsparcie.

Między “Ominous Black” a poprzednią płytą pt. “Karma Obscura” minęło 7 lat. Jak długo zbieraliście pomysły i jak wyglądał proces powstawania nowej płyty?

Jesteśmy porozrzucani po dwóch miastach. Niełatwo zebrać się na jednej próbie. Od wielu lat muzykę tworzę sam. Zawsze byłem głównym twórcą muzyki w Traumie i przynosiłem gotowe kawałki. Jeszcze w Thanatosie w latach 80, choć wtedy zdarzało się, że wszyscy przynosili kawałki na próby. Przez lata nauczyłem się patrzeć nie tylko na gitarę, ale na utwór całościowo. Dziś są komputery, byłbym idiotą gdybym tego nie wykorzystywał. Uważam, że to zaleta, w sytuacji, w której nie jesteśmy wszyscy w jednym miejscu. Nie muszę czekać na resztę składu. Mogę pracować nad Traumą ile tylko się da i kiedy jest to tylko możliwe.

Dlaczego trwało to tyle lat? Wena czasem jest, a czasem jej nie ma. Jeżeli jej nie ma wiatru na morzu, to stoisz w miejscu mimo postawionych żagli, a jeżeli jest, to płyniesz do przodu z łatwością i gracją. Doświadczenie mnie nauczyło, żeby wyluzować się, gdy weny nie ma i nie robić nic na siłę, bo nic dobrego z tego nie będzie. Muzyka Traumy powstaje spontanicznie bez zimnego kalkulowania i obierania konkretnego kierunku w teorii. Muszę ją poczuć i usłyszeć gdzieś w głębi siebie. Mamy ten komfort, że jesteśmy wolni od zobowiązań z kontraktach. Mieliśmy tym razem kompletnie wolną rękę. Czasem to też jest minusem i presja czasu bywa potrzebna, żeby człowiek nie zastygł od tego bezruchu. Czasem fani trochę narzucają presję pytając czemu przez kolejny rok nie ma nowej płyty. 7 lat to dużo. Rozwinęliśmy się na wielu płaszczyznach, zmieniliśmy się jako ludzie. Album nie jest zapisem pracy w krótkim czasie, niektóre utwory dzieli tam parę lat. Płyta jest bardzo specyficzna, emocjonalna. Jest na wskroś deathmetalowa, ale ma też wiele innych odcieni metalu i specyficzny TRAUMAtyczny charakter.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *