Kategorie
Rozmowy

Bogusz Rutkiewicz, Turbo: “Ciężko przekonać kogoś, że Ziemia jest okrągła”

Fot. Karol Makurat/Tarakum Photography

Dla basisty Turbo lockdown oznaczał konieczność szukania nowej roboty. Niełatwo o niemuzyczną pracę dla muzyków po pięćdziesiątce. Wsparcie od państwa było w tym czasie niewielkie, a korzystały z niego głównie – jak określa to Bogusz Rutkiewicz – zespoły “pasożytujące” na publicznych pieniądzach. Podejście niektórych kolegów ze sceny do epidemii określa jako lekceważące. Z Boguszem Rutkiewiczem również rozmawiałem pod koniec stycznia. Planowałem rozmawiać jednocześnie z nim i z Wojtkiem Hoffmannem, jednak wtedy możliwe były tylko rozmowy osobne.

Bogusz Rutkiewicz: Totalnie siedzę na dupie. Szukam nawet pracy. Oczywiście w tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem i w moim wieku (śmiech).

Rafał Mrowicki: Mówisz moim ulubionym serialem!

To także mój ulubiony serial (chodzi o “Świat Według Kiepskich – rm) i lubię mówić z cytatami z niego. Moja “żona Halina” mnie utrzymuje. Dostałem parę zapomóg, z fundacji muzycznej, ministerstwo dało mi jakieś 1800 zł, dostałem kasę z ZAiKS-u, ze STOART-u, ale tego nie wystarczy “na waciki”. Szukam teraz pracy.

W jakiejś konkretnej branży?

Jakiejkolwiek. Zarejestrowałem się w urzędzie dla bezrobotnych. Mam 56 lat, nie jestem atrakcyjnym towarem na rynku pracy.

Kiedy ostatnio musiałeś szukać pracy poza graniem muzyki?

Wbrew pozorom, to przez te wszystkie lata uzbierałem 21 lat pracy. Zawsze starałem się twardo stąpać po ziemi. Jak były okresy, w których Turbo nie grało lub koncertowało mało, to zawsze starałem się coś robić, chyba, że było można grać jakieś chałtury. Nigdy nie stroniłem od pracy etatowej. Jeszcze 3 lata temu pracowałem w takiej firmie, ale niestety upadła. Potem 2 lata grałem i szło dobrze.

Ostatnie lata to całkiem niezły czas dla Turbo. Graliście dużo koncertów, a tuż przed wybuchem epidemii graliście trasę z okazji 40-lecia. Chyba nie tak sobie wyobrażaliście ten rok jubileuszowy.

Mieliśmy grać więcej koncertów. W Gdańsku udało się prawie wyprzedać koncert.

Pięć dni po koncercie w Gdańsku ogłoszono stan epidemii i nie można było długo grać na żywo.

Teraz nie wiadomo kiedy to ruszy. Nie wierzę, że latem coś będzie można zagrać. Obawiam się, że tak jak szybko otworzyli teatry, tak znowu je szybko zamkną. Chcemy w tym roku dokończyć trasę z okazji 40-lecia.

Jak te pierwsze miesiące wyglądały dla ciebie?

Na mnie padł duży strach. Przede wszystkim o zdrowie. Było to coś nowego, cały czas jest to bardzo niebezpieczna sprawa. O ludziach, którzy to lekceważą można mówić, że to ich problem, ale to nie jest tylko ich problem. Ktoś pójdzie gdzieś bez maseczki i nawet jak sam nie zachoruje, to zarazi innych, swoich rodziców lub dziadków. Z żoną ograniczyliśmy zakupy, w czasie lockdownów nie bywaliśmy w galeriach handlowych, może raz na tydzień jeździliśmy na większe zakupy do marketu. Mamy w domu dwie starsze osoby, które mają ponad 80 lat i musimy na nie uważać, ale one na szczęście się już szczepią, więc będzie nam trochę lżej psychicznie. Jesteśmy po 50-tce, trochę przed 60-tką, więc musimy na siebie uważać. Pamiętasz pewnie Jacka Polaka, znałem się z nim, grywał z nami okazyjnie. Pamiętam, że na Facebooku totalnie lekceważył koronawirusa. Nie ma już chłopa. Umarł na Covid-19. Młody człowiek.

Wśród twoich, czy też naszych wspólnych znajomych ze świata muzycznego, nie brak sceptycyzmu wobec koronawirusa.

Wielu muzyków to lekceważy. Nie wchodzę z nimi w dyskusję. Ciężko przekonać kogoś, że Ziemia jest okrągła, jeżeli myślą, że jest płaska. Nie próbuję dawać argumentów, bo to nie są głupi ludzie, są inteligentni, ale jeżeli to, co widać, ich nie przekonuje, to nie wiem co ich przekona. Chyba przekonają się dopiero wtedy jak sami będą na granicy śmierci i to przeżyją. Może wtedy przekonają się, że to nie jest zabawa czy grypa. Ubolewam nad tym. Widziałeś co było na Krupówkach? Wielka impreza. Sami sobie gotujemy przyszłość.

Mam wrażenie, że bardzo ostrożnie podchodzisz do kwestii epidemicznych, ale jestem ciekaw jak oceniasz działanie państwa w kwestii nakładania ograniczeń dla kultury.

Tak jak niespecjalnie kocham tę opcję polityczną, to nie chciałbym się negatywnie wypowiadać w tym temacie. To nowa rzecz i wiele państw sobie z tym nie poradziło. Pomijając różne afery, w ramach których ta władza musiała się obłowić jak afera respiratorowa Łukasza Szumowskiego albo wybory kopertowe organizowane przez Jacka Sasina, to jednak nie chciałbym ich bardzo krytycznie oceniać. Podejrzewam, że nie ma na świecie mądrego, który byłby na to gotowy i miałby receptę. Co do kultury, to trochę tu pomyśleli. Dawali jakieś zapomogi muzykom. Przygotowali program Muzyka w Sieci, do którego złożyłem trzymiesięczny projekt. Oburza mnie jednak totalnie to, co zrobiono z dotacjami dla bogatych zespołów-firm typu Golec uOrkiestra czy Bayer Full, który gra w mniejszym składzie niż zespół Turbo i ma mniejsze koszty, dostaje 500 tys. Bo śpiewa i sławi Telewizję Polską, to jest to wkurzające. To zespoły, które od lat pasożytują bo grają na różnych festynach sponsorowanych z budżetu państwa. Gdyby te zespoły miały grać za bilety, to nie byłyby takimi gwiazdami i musiałyby zejść na ziemię. Takie zespoły dostają milionowe dotacje! To wielki przekręt.

Jako zespół nie chcieliście się starać o pieniądze z tego funduszu?

Nie mogliśmy, bo gramy koncerty głównie na umowy zlecenia lub na dochody z biletów. Nie stać nas jednak by założyć firmę i płacić ZUS-y, bo nie pasożytujemy na publicznych imprezach. Nie mam żalu o to, że nie mogliśmy wziąć w tym udziału, a na tym, że ci, którzy zarabiają miliony, znowu dostaną miliony za to, że nie będą grali.

Nie zabrakło ci tu wsparcia dla tych artystów, którzy nie zarabiają takich pieniędzy?

Takie wsparcie było, wynosiło ok. 1800 zł, ale gdy brało się je drugi raz, trzeba było zapłacić od nich podatek. Wiele zespołów nie mogło otwierać firm. Jest dużo zespołów grających niszową muzykę o wysokich walorach artystycznych, która nie jest popularna, grają w nich wybitni muzycy, ale nie stać ich na założenie firmy. Śmiech mnie brał gdy widziałem zasady przyznawania tych kwot. Wyliczyłem sobie, że gdybym ja miał firmę i zorganizowałbym imprezę z pieniędzy budżetu miasta, na wszystko wydałbym 180 tys. I miałbym 20 tys. Zysku na czysto jako firma. Według klucza ministerialnego dostałbym 100 tys. Zł za to, że nic nie zrobiłem. Bo dostałbym połowę przychodu z zeszłego roku. Wielu dostało pieniądze za nic, za to, że nic nie zarobili w porównaniu z tym, co zarobili rok temu.

Jak lockdown wpływał na pracę zespołu? Dopiero przed finałem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy mogliście zagrać próbę.

Dokładnie. Spotkaliśmy się dzień przed finałem, przypomnieliśmy sobie materiał i to wszystko. Z uwagi na pandemię nie szukaliśmy w zeszłym roku nowej sali prób.

W zeszłym roku prowadziłeś też lekcje gry na gitarze basowej w formie wideo.

Prowadziłem to w ramach tego ministerialnego programu. Dzięki temu przez 3 miesiące zarabiałem jakieś drobne pieniądze. Wyszło to fajnie, słyszę od ludzi, że im się podobało i że dało to coś młodym basistom. Byłem jednak przeciwnikiem robienia koncertów internetowych. To kosztowna sprawa.

Masz jakiekolwiek plany na ten 2021 rok?

Mam plan, żeby w zdrowiu przejść przez epidemię (śmiech). Mam też plan znalezienia pracy, która pomoże mi egzystować. Nie jestem optymistą. Będę bardzo zdziwiony jeśli uda nam się coś zagrać w tym roku.

Jest szansa na nową muzykę Turbo w tym roku?

Nie gra się na żywo nowych utworów, zanim nie wyjdzie płyta. Słuchacz ma w sobie coś z inżyniera Mamonia z „Rejsu”. Musi trochę posłuchać nowej muzyki, żeby mieć przyjemność z słuchania jej na koncertach. W latach 80. robiliśmy tak, że graliśmy na koncertach nowe utwory, a płyta wychodziła rok później. Robiliśmy kompletną głupotę. Wydając nową płytę i tak nie gra się jej na całości na koncercie. Jeżeli idę na koncert Deep Purple, to nie chcę słyszeć w całości ich nowej płyty. Chcę usłyszeć hity, które znam i przy których się wzruszam. Dociera do mnie, że w tym kraju i nie tylko, ludzi nie interesuje już to, co robią stare zespoły, a jeżeli interesuje, to jest to bardzo mały krąg fanów.

Masz na myśli muzykę w ogóle, czy konkretnie metal? TSA, gdy jeszcze grało w oryginalnym składzie, ciągle słyszało od fanów prośby o nową płytę, a ostatnią wydało w 2004 roku. Niedawno po 20 latach Dragon wydał nową, dobrą płytę.

Ludzie z fanklubu „Alien” domagali się nowej płyty, ale TSA grało 15 lat bez nowej płyty i zawsze mieli komplety na koncertach. Ludzie chcieli słuchać ich hitów. To brutalna prawda. Tym niemniej należy robić nową płytę, jednak muzycy muszą czuć taką potrzebę. My na pewno nową płytę wydamy. Jeśli nie w tym roku, to pewnie w przyszłym. Niedawno wyszła nasza składanka „Greatest Hits” na 40-lecie, co dało mi bardzo dużą przyjemność. Nam się ta płyta na 40-lecie po prostu należała! Jak pani premier (śmiech). Ona bardzo dobrze się sprzedaje, bardzo dobrze brzmi, jest ładna szata graficzna. Pierwszy raz w historii zespołu mieliśmy pieczę nad każdym etapem produkcji wydawnictwa. Nikt nam się nie wtrącał. Nie ma tu niedosytu. Dobór utworu jest taki, jaki powinien być. Zresztą zadecydowali fani w konkursie. Gdyby ode mnie to zależało, to pewnie bym dał tam parę innych utworów. Wykonaliśmy tytaniczną robotę, bo wszystkie te utwory liczyliśmy. Ponad 300 osób zgłosiło po 5 propozycji utworów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *